FACEBOOK

Photobucket

INSTAGRAM

Photobucket

To znowu on...


Boli i piecze. Przychodzi jak tylko się przejdziesz boso po kaflach. To infekcja pęcherza. Każda z Was, która miała, wie że będzie wracać. To jeden z tych bóli, którego nie przeczekasz. Do mnie wrócił właśnie po miesiącu przerwy, a przed ciążą miałam go nieustannie. Ale było łatwiej, wystarczyły dwie tabletki furaginy, coś przeciwbólowego i można było żyć dalej. Ciąża trochę komplikuje radzenie sobie z zapaleniem pęcherza moczowego. Furagina odpada, przeciwbólowe też. Ostatnio pisałam o ziołach, które stosuję przy różnych ciążowych dolegliwościach. Nasiadówka z kory dębu - to ją stosuję, gdy znów mnie to dopada. I każda z Was może z niej skorzystać, gdy nie ma pod ręką furaginy. Dwie saszetki zalewam wrzątkiem. Gotuję wywar jeszcze 5 minut, a następnie aż do wystygnięcia...przykucam nad nim, działa natychmiast i likwiduje ból. W gorszej sytuacji działa tylko podczas stosowania - objawy wracają po skończonej nasiadówce. Niezbędne wówczas w mojej sytuacji jest umówienie się do lekarza - dostałam na recepcie bezpieczny dla kobiet w ciąży Monural. Lek ma postać proszku, który rozpuszczamy we wodzie i wypijamy wieczorem przed snem. Jednocześnie warto wspomagać się żurawiną. Można w postaci soku - ja używam ten w szklanych butelkach dostępny w aptekach oraz w niektórych marketach oraz suplementu diety np. Żurawit. Zalecono mi jeszcze probiotyk, o czym nie słyszałam - Urolact. A Wy jak sobie radzicie z tą nieprzyjemną dolegliwością? Jestem ciekawa Waszych sposobów!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jak mieć świeże warzywa zawsze pod ręką? (Nie potrzebujesz do tego ogrodu!)

5 powodów, dla których wybieram poród w prywatnej klinice

To będzie wybór na całe życie